Bojaźń czy Miłość?


Ostatnie spotkanie było poświęcone fragmentowi z I listu św. Piotra 1:17-25. Podczas spotkania staraliśmy się analizować werset po wersecie to, co Piotr do wiernych napisał. Z racji tego, że to był dalszy ciąg pierwszego rozdziału, ciężko nie zwracać uwagi na kontekst całej wypowiedzi.

Św. Piotr zwraca uwagę, na ważność aspektu bogobojnego życia. W pierwszej części rozdziału, Piotr uświadamia naszą zależność od samego Boga. Uświadamia (bądź przypomina) nasze powołanie, pokazuje jaką ma wartość, nadaje niezwykle wysoką rangę naszej służby. Mówi to w tonie bezdyskusyjnym, pokazuje zbawienie, które w kategorii Bożej łaski, nie może być przyrównane do czegokolwiek innego. Ten wielki dar i przywilej cierpienia dla Pana (jakże często pomijany aspekt służby Bożej), niesie z sobą pewne konsekwencje.

Piotr, na zasadzie zależności wzywa, żeby nasze życie nasze odbywało się w bojaźni, skoro Boga uważamy za swego ojca: „Jeżeli bowiem Ojcem nazywacie Tego, który bez względu na osoby sądzi według uczynków każdego, to w bojaźni spędzajcie czas swojego pobytu na obczyźnie” (I Piotr 1:17) Mówiąc inaczej, jeśli powiedzieliśmy „A” (uwierzyliśmy, ochrzciliśmy się, zanosimy modlitwy do Boga), to musimy powiedzieć i „B” (żyć w bojaźni i spełniać dobre uczynki). Podczas analizy tego fragmentu, widzieliśmy różnicę w rozumieniu bojaźni Bożej. Wydaje się nam konfliktowe „drżenie przed Bogiem” i kochanie Go. Jednak, miłość nie jedno ma imię, to i bojaźń też. Bojaźń to nie koniecznie strach czy lęk, ale także szacunek i świadomość konsekwencji grzechu. To, że Bóg jest miłością, nie powoduje, że Bóg nie jest surowy. Zbyt wiele wersetów pokazuje Boga który zsyła karę. Ale ta kara, nigdy nie jest za nic. Bóg pokazał zasady i konsekwencje ich złamania. Kary – jakkolwiek byśmy na nie nie patrzyli – to tylko konsekwencja ludzkich grzechów. I wydaje się, że w tym aspekcie, Piotr mówi o bojaźni. Parafrazując, bój się Boga, bo on nie ma względu na osobę, i bez względu na to kim jesteś osądzi cię na podstawie twoich uczynków.

To dobre uczynki, to też nie same z siebie do końca, bo jako chrześcijanie jesteśmy w Jezusie wykupieni ze złego postępowania, które mamy w genach. „Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostali wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy.” (w. 18-19) To nie tak, że żyjemy bez grzechu, ale mimo tej grzeszności jaką mamy w krwi, możemy przyjść do Boga poprzez ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa i… poprosić o przebaczenie.

 Zastanawiając się nad dalszymi wersetami, zwróciliśmy uwagę nad „zaplanowaniem” ofiary Jezusa, jeszcze przed założeniem świata: „On był wprawdzie przewidziany przed stworzeniem świata, dopiero jednak w ostatnich czasach się objawił ze względu na was.” (w. 20) W tym momencie nie mówiliśmy o przeznaczeniu, ale o samym okresie zaplanowania. W dyskusji doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu rozmawiać o czasie, ponieważ Bóg jest po za czasem, więc umiejscowienie tego momentu jest bez sensu. Sam jednak werset, mówi o wielkiej miłości Boga. Ponieważ, Bóg wiedział, jakie konsekwencje będzie miało wyposażenie człowieka w wolną wolę i przygotował rozwiązanie buntu (czyt. głupoty) człowieka.

Wszystko prowadzi do jakiegoś celu. Nasze uświęcenie, o którym czytamy, a do którego zachęca Piotr, to nie jest jakieś sztampowe hasło, ale realna zmiana w naszym życiu, która ma realne przełożenie na naszą codzienność: „Skoro już dusze swoje uświęciliście, będąc posłuszni prawdzie celem zdobycia nieobłudnej miłości bratniej, jedni drugich gorąco czystym sercem umiłujcie.” (w. 22) I z wielkich słów, które często lubimy nosić na sztandarach naszego chrześcijaństwa nagle nic nie pozostaje. Bo wielkie powołania, hasła, wzniosłe słowa, mają swój początek w prostych gestach, w ustąpieniu przed drugim, w pokorze, w pomocy drugim, w zwalczaniu jakiś negatywnych uczuć do innych… Niczym nie wyróżniające się czynności, które często bagatelizujemy, bo przecież my mamy rację(!), mają swoje odbicie w określeniu tego czy jesteśmy uświęceni czy nie. Czy żyjemy w bojaźni czy nie. Czy w ogóle mamy coś do powiedzenia…