fbpx

Zdążamy ku Getsemane

Nasz Pan Jezus musiał odczuwać przygnębiający ciężar podczas swej ostatniej nocy na ziemi. Od chwili, kiedy wszedł do pomieszczenia na piętrze, do momentu, gdy je opuszczał, aby udać się do ogrodu Getsemane, patrzył na dwunastu uczniów, wybranych, by nieść światło po jego odejściu. Czy są oni w pełni gotowi wykonywać wielkie dzieło głoszenia Królestwa i wiernie wypełnić śluby poświęcenia?

Pan Jezus umył nogi uczniom w przykładzie pokory, miłości i służby. Skoro był ich Mistrzem, można byłoby się spodziewać, że jeden z nich przejmie inicjatywę by umyć mu nogi. Widocznie jednak byli zbyt pochłonięci myślami o swoim znaczeniu i nie wykorzystali okazji do uczynienia posługi dla Pana (Jan 14:4-12).

Ewangelista Łukasz opisuje także pewne wydarzenia w pomieszczeniu na piętrze. „Powstał też spór między nimi o to, kto z nich ma uchodzić za największego. … Któż bowiem jest większy? Czy ten, który u stołu zasiada, czy ten, który usługuje? Czy nie ten, który u stołu zasiada? Lecz Ja jestem wśród was jako ten, który usługuje.” (Łuk. 22:24,27). Te dwa wersety wskazują, że pomiędzy uczniami trwał spór. Jezus ich zganił, mówiąc, że wielkość w Bożym pojęciu jest uwarunkowana chęcią służenia innym.

Ojciec Niebieski przewidział zdradę jednego z uczniów, co musiało być bolesne dla naszego Mistrza i szokujące dla reszty uczniów, jednak musieli o tym wiedzieć, zanim to się wydarzyło. W ten sposób on jeszcze bardziej wzmocnił poczucie ich odpowiedzialności względem poleconego im zwiastowania Ewangelii po jego śmierci. (Jan 13:21-30)

Na koniec jeszcze, apostoł Piotr okazał pewność siebie, kiedy zwrócił się do Pana Jezusa, zapowiadającego mu, że w niedalekiej przyszłości trzykrotnie się go zaprze. Wszystkie te wydarzenia przyczyniały się do ponurej refleksji w umyśle naszego Pana, odnośnie przygotowania się uczniów do wypełniania chrześcijańskich obowiązków, gdy Go już nie będzie między nimi (Łuk. 17:32-34).

DOŚWIADCZENIA NAŚLADOWCÓW JEZUSA

Pan Jezus wiedział, że zostanie ukrzyżowany, a słowa, jakie wypowiedział w drodze do Getsemane (Ew. Jan, rozdz.16-17), wskazywały, że jego myśli nie skupiały się na sobie, lecz raczej wokół uczniów, którzy przy nim trwali, a także wokół tych, którzy mieli się stać jego naśladowcami w obecnym wieku Ewangelii. Troszczył się o ich dobro i aby przygotować ich serca zapowiedział im, jakie doświadczenia mają przyjść na nich w przyszłości, dał też zapewnienie o pomocy i ochronie. „To wam powiedziałem, abyście się nie zgorszyli. Wyłączać was będą z synagog, więcej, nadchodzi godzina, gdy każdy, kto was zabije, będzie mniemał, że spełnia służbę Bożą. A to będą czynić dlatego, że nie poznali Ojca ani mnie. Lecz to wam powiedziałem, abyście, gdy przyjdzie ich godzina, wspomnieli na to, że Ja wam powiedziałem, a tego wam na początku nie mówiłem, bo byłem z wami” (Jan. 16:1-4).

Doświadczenia te bardzo literalnie dały się odczuć wielu Jego naśladowcom w pierwotnym Kościele, podobnie jak i przez cały wiek Ewangelii, chociaż prześladowania w naszej części świata, przynajmniej na obecną chwilę, są raczej symboliczne. Na przykład zabijanie nas nie musi być koniecznie pojmowane literalnie, ale będąc chrześcijanami, nasza reputacja może zostać zniszczona w przypadku pomówień, ponieważ nasz styl życia nie idzie w parze z otaczającym nas duchem świata.

Apostoł Piotr zapowiedział pewne cierpienia, jakie miały przyjść na naśladowców Chrystusa. „Najmilsi! Nie dziwcie się, jakby was coś niezwykłego spotkało, gdy was pali ogień, który służy doświadczeniu waszemu, Ale w tej mierze, jak jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, radujcie się, abyście i podczas objawienia chwały jego radowali się i weselili. Błogosławieni jesteście, jeśli was znieważają dla imienia Chrystusowego, gdyż Duch chwały, Duch Boży, spoczywa na was. A niech nikt z was nie cierpi jako zabójca albo złodziej, albo złoczyńca, albo jako człowiek, który się wtrąca do cudzych spraw. Wszakże jeśli cierpi jako chrześcijanin, niech tego nie uważa za hańbę, niech raczej tym imieniem wielbi Boga.” (1 Piotr. 4:12-16). Pan Jezus zasadniczo zapowiedział to samo i, o ile nie cierpimy ze względu na złą sprawę, jako złoczyńca czy człowiek, który wtrąca się do cudzych spraw, mamy radować się, jeśli cierpimy jako chrześcijanie.

Możemy sobie wyobrazić uczniów Chrystusa, wcześniej zachwyconych tak bliskim kontaktem z samym Mistrzem. Przyciągał wielkie tłumy, dokonywał cudów, mówił jak żaden inny człowiek na ziemi; oni znajdowali się w Jego najbliższym kręgu. Mieli z Nim królować w Jego królestwie. Potrzebowali jednak wiadomości, jak będzie wyglądała przyszłość po jego odejściu. Ta sama lekcja odnosi się do nas w dniu dzisiejszym. Kiedy jako chrześcijanie dochodzimy do momentu poświęcenia życia Panu Bogu na ofiarę i gdy otrzymujemy chrzest wodny, możemy odczuwać pewien rodzaj euforii ze względu na drogie obietnice, o jakie się ubiegamy, nadzieję wysokiego powołania i znajomość Bożego planu. Kiedy zaczniemy odczuwać brak poważania, jeśli doświadczymy oddzielenia od rodziny i od przyjaciół, którzy mogą uznać nas za dziwaków lub odrzucić, gdy chcemy opowiedzieć o Boskim planie zbawienia oferowanym całej ludzkości, to w takiej sytuacji lepiej zrozumiemy, co oznacza podążanie za Chrystusem.

POCIESZYCIEL DLA NAŚLADOWCÓW PANA JEZUSA

Mamy tu kolejną przepowiednię od Pana Jezusa: „Lecz Ja wam mówię prawdę: Lepiej dla was, żebym Ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś odejdę, poślę go do was. … Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie; Lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę, bo nie sam od siebie mówić będzie, lecz cokolwiek usłyszy, mówić będzie, i to, co ma przyjść, wam oznajmi.” (Jan. 16:7,12-13).

Mistrz zapowiedział Ducha Świętego, który miał przyjść, pokierować, poinstruować jego lud, aby mógł pełnić funkcję ambasadorów na tym świecie. Gdy pomyśleć, że Pan Jezus był fizycznie obecny przy uczniach w czasie swej działalności, to zdaje się, że nic nie może się równać z takim doświadczeniem. Piotr, Jakub, Jan i inni doświadczyli z nim rzeczywistego kontaktu, kiedy objawił się w ciele przed dniem Zielonych Świąt. Potem otrzymali jednak Ducha Świętego; począwszy od tego momentu coraz lepiej pojmowali drogę krzyża, ponieważ mogli już zrozumieć, co oznaczała śmierć naszego Pana. „To powiedziałem wam, abyście we mnie pokój mieli. Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat.”(w.33). Zapowiadało to doświadczenia, jakie miały przyjść na lud Boży, jednak miał im towarzyszyć pokój; stąd wypływa wniosek, że jeśli okażemy się wierni, to zwyciężymy świat, tak jak zwyciężył go Chrystus. Gdy przyjrzymy się naszemu życiu, nikt z nas nie stwierdzi, że nie ma w nim problemów. Jeśli oczekiwaliśmy, że otrzymamy ziemski pokój, będziemy na pewno zawiedzeni. Jeśli zastanowimy się nad doświadczeniami pierwszych chrześcijan oraz prześladowaniami, jakie znosili wierzący przez cały wiek Ewangelii, to wiemy, że ci „więcej niż zwycięzcy” nie zaznali wiele ziemskiego pokoju. W swych trudnościach musieli zwracać się do Pana po siłę do wytrwania oraz rozważać nad drogocennymi obietnicami. To dawało im poczucie wewnętrznego pokoju, kiedy wokół nich szalała życiowa burza.

Czy zaznaliśmy tego obiecanego pokoju, który pozwala nam radować się w Panu, w potędze jego mocy, bez względu na cokolwiek innego? Powinniśmy rozumieć i doceniać dlaczego bycie naśladowcą Chrystusa nie oznacza, że będziemy gładko zdążać do Królestwa po ścieżkach usłanych różami. Zawiedzenie, nieoczekiwane próby, niezrozumienie, podważanie naszych pobudek – wszystko to może zakłócić nasz pokój, a jeśli nie będziemy mieć w pamięci, że nasz Pan dopuszcza na przeciwności losu w naszym życiu aby doświadczać i wzmacniać naszą wiarę, to będzie w nas panował ciągły niepokój. Nasz Mistrz zwyciężył przez swoją wierność, a zatem pamiętajmy o zapewnieniu: „Bo wszystko, co się narodziło z Boga, zwycięża świat, a zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza.” (1 Jan. 5:4).

UCZENIE SIĘ POPRZESTAWANIA NA TYM CO MAMY

Jeśli brak nam wewnętrznego pokoju, powinniśmy zbadać samych siebie i określić czy żyjemy stosownie do naszych przywilejów. Czy jesteśmy wystarczająco skupieni na tym, by rozwijać owoce Ducha zamiast zajmować się uczynkami ciała? (Gal. 5:19-24). Czy pamiętamy o wspólnym zgromadzaniu się z braćmi aby dodawać sobie sił i wzajemnie budować się (Hebr. 10:25)? Czy nasze myśli coraz częściej skupiają się na tym, co prawdziwe, poczciwe, sprawiedliwe, miłe i chwalebne (Fil.4:8)? Czy nauczyliśmy się poprzestawać na tym, co mamy, w każdej sytuacji, w jakiej się znajdziemy, gdyż w pełni przystajemy na wolę Bożą (w.11-12)? Jeśli odczuwamy, że uciskają nas problemy fizyczne, finansowe, rodzinne czy inne, to czy wierzymy, że nie przyjdzie na nas pokuszenie, które przekraczałoby siły ludzkie, ale że w swej łasce Pan Bóg sprawi, że sytuacja wyjdzie nam ku naszemu najwyższemu duchowemu dobru (1 Kor. 10:13)?

Modlitwa jest niezbędnym elementem życia chrześcijanina do pozyskania sił na przezwyciężenie przeciwności losu. „Objawiłem imię twoje ludziom, których mi dałeś ze świata; twoimi byli i mnie ich dałeś, i strzegli słowa twojego.” (Jan. 17:6). Zacytowana część modlitwy Pana Jezusa zwraca uwagę na fakt, iż Mistrz wskazał swym uczniom Boży charakter, Jego przymioty; potwierdza on także, że to Ojciec Niebieski dał owych wybranych naszemu Zbawcy. Zostali oni oddzieleni od rzeszy ludzkości i byli wyróżnieni przez Pana. Pomimo swych ludzkich niedoskonałości wierzyli i słuchali jego nauk. Skoro modlitwa została zanotowana, to znaczy, że była słyszana nie tylko przez Ojca, ale także i przez tych, którzy byli z Mistrzem. W przeciwieństwie do Pana Jezusa, nie posiadamy zdolności prorokowania w znaczeniu przepowiadania przyszłych wydarzeń, poza przywołaniem tych, o których mówili święci prorocy, apostołowie i oczywiście Pan. Mamy jednak dar modlitwy i powinien on się stać integralną częścią naszego codziennego życia duchowego. Chrześcijanie powinni modlić się o siłę i kierownictwo w swej codziennej wędrówce, powinni jednak szczególnie pamiętać o innych wierzących. Musimy poczynić starania aby podtrzymać na duchu zarówno cierpiących, jak i samotnych czy pogrążonych w smutku.

Co więcej, nie powinniśmy omijać umyślnie modlitw za żadnego z braci, gdy doświadczyliśmy od niego nieuprzejmości czy gdy zaszło z nim jakieś nieporozumienie. W rzeczywistości tym bardziej jest to okazja do modlitwy za takim bratem lub siostrą, aby za wolą Pana mogło nastąpić pojednanie. „I już nie jestem na świecie, lecz oni są na świecie, a Ja do ciebie idę. Ojcze święty, zachowaj w imieniu twoim tych, których mi dałeś, aby byli jedno, jak my.” (Jan. 17:11). Nasz Mistrz w pełni godzi się na to, ze musi opuścić uczniów i w swej usilnej prośbie pragnie dla nich Bożej ochrony oraz opieki, a także tego, aby trwali w jedności serca, myśli, ducha oraz jedności wiary, pragnie, by doświadczyli takiej jedności, jaka była pomiędzy nim i Ojcem. Trudno sobie wyobrazić, by w modlitwach Pana Jezusa mogłoby być cokolwiek niestosownego, a zatem jedność, jaka ma trwać pomiędzy braćmi to nie tyle alternatywa, co wymóg dla wszystkich, którzy ostatecznie chcą stać się częścią ciała Chrystusowego. Mamy pracować w każdy możliwy sposób aby mnożyć braterskie duchowe dobro.

„Poświęć ich w prawdzie twojej; słowo twoje jest prawdą.” (w.17). Uświęcenie dane od Pana Boga jest procesem ściśle powiązanym ze studiowaniem i karmieniem się przez wierzącego biblijnymi zasadami zawartymi w Piśmie. Umysł chrześcijanina styka się wówczas z zasadami świętego, sprawiedliwego postępowania. Posłuszeństwo wobec nauk Pisma Świętego pomoże wierzącemu coraz bardziej oddzielać się od ducha tego świata, oczyszczać umysł i pobudzać do wzrostu duchowości. Ojciec Niebieski używa Ducha Świętego, aby ten dopełnił w każdym wierzącym dzieła uświęcenia. Pomaga on im nie tylko w pojmowaniu Słowa Bożego, ale także wzmacnia w nich pragnienie skupienia się na rzeczach niebieskich i prowadzenia życia w sprawiedliwości i w samozaparciu. Jest to konieczne aby przezwyciężyć wpływ świata, ciała i szatana. Moc Ducha Świętego pozwala chrześcijaninowi zarówno „chcieć” jak i „wykonywać” według Bożego upodobania (Fil. 2:13).

MODLENIE SIĘ ZA NASZYMI BRAĆMI

Jak możemy wspierać braci w uświęcaniu? Powinniśmy modlić się za nich, by trwali w wierze. Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego. Co więcej, możemy ich wspierać w próbach przy każdej nadarzającej się okazji. Powinniśmy się spotykać aby pobudzać jedni drugich. Dzielenie się własnymi doświadczeniami może niekiedy pomóc innym braciom odnaleźć właściwe rozwiązanie, które pomogło wcześniej przezwyciężyć trudności. Obyśmy potrafili należycie docenić, że posiadamy bliskich członków, którzy mają ten sam cel, co my, oraz że możemy być jedni dla drugich błogosławieństwem. „A nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy przez ich słowo uwierzą we mnie. Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś. A Ja dałem im chwałę, którą mi dałeś, aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy. Ja w nich, a Ty we mnie, aby byli doskonali w jedności, żeby świat poznał, że Ty mnie posłałeś i że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś.” (Jan. 17:20-23).

Nie jesteśmy w stanie w pełni pojąć Pańskich dróg w naszym niedoskonałym stanie. Wierzymy, że są one objawiane w Słowie Bożym i dlatego prosimy o więcej Ducha Świętego, aby pogłębiała się nasza świadomość i przekonanie odnośnie tych spraw. Czy trzymamy się mocno tego, że nasz Ojciec Niebieski ukochał nas tak mocno, ponieważ chcemy być przemienieni na obraz Jego drogiego Syna? Być może łatwiej jest pojąć, że Pan Bóg ukochał nadzwyczaj Chrystusa, ponieważ zawsze był posłuszny, a gdy przyszedł na ziemię aby odkupić ludzkość, każdą próbę przeszedł ochoczo i z radością. A co z nami? Czy Ojciec może naprawdę kochać nas tak jak pokochał swego jednorodzonego Syna? Skoro zostaliśmy wezwani aby stać się częścią ciała Chrystusowego, to czy Ojciec miałby mieć dla nas mniej miłości niż dla Syna? Ludzki rozum podpowiadałby „tak”, ale Słowo Boże jest prawdziwe, a obietnica dana dla nas jako zwycięzców głosi, że Ojciec kocha nas tak jak ukochał Chrystusa. Możemy na to nie zasługiwać, jednak taka jest głębia Ojcowskiej miłości, który nasze szlachetne intencje liczy jako uczynki, nawet jeśli daleko nam do doskonałości.

A co z Panem Jezusem? Obiecał zwycięzcom, że zasiądą z nim na tronie, tak jak sam zwyciężył i mógł zasiąść z Ojcem na Jego tronie (Obj. 3:21). Ileż pokory dostrzegamy u naszego Mistrza. Nie powiedział: nie chcę by Kościół dzielił ze mną tę chwałę, to ja przecież jestem Głową. Nic z tych rzeczy. Jego miłość do Oblubienicy jest tak wielka, że będzie dzielić się z nami chwałą i błogosławieństwami swego wywyższonego stanu, jeśli będziemy mu wierni.

Jednym z dowodów tego, że przeszliśmy ze śmierci do żywota jest to, że kochamy braci. Co więcej, tak jak Chrystus złożył swoje życie za nas, tak i my winniśmy kłaść życie za braci. Innymi słowy, powinniśmy uczynić wszystko, co w naszej mocy, aby pomóc im uczynić powołanie i wybranie pewnym. A kiedy Kościół będzie skompletowany, zakończy się ziemski mozół nocy i zostanie zapoczątkowane królestwo sprawiedliwości, które błogosławić będzie cały rodzaj ludzki (1 Jan 3:14,16; Obj. 21:1-4).

Doświadczenia Mistrza w czasie jego ostatniej nocy na ziemi są zapisane aby dodać wierzącym otuchy w ich chrześcijańskiej pielgrzymce w czasie wieku Ewangelii. Jego troska roztaczała się nie wokół siebie samego, ale wokół dwunastu, którzy mieli się stać jego szczególnymi ambasadorami na ziemi, a także wokół tych, którzy mieli przysłuchiwać się jego nauce po tym, jak wróci do nieba jako zwycięzca, aby być z Ojcem. Pozostawił nam drogocenne obietnice i zapewnienie, że będzie przy każdym z nas, jeśli będziemy kroczyć jego śladami. Jeśli przyjmiemy te słowa do serca, to w efekcie staniemy się wierni aż do śmierci i ostatecznie będziemy uczestnikami jego chwały (2 Piotr. 1:4,10,11).