Lekcje z życia Miriam

Miriam_dzieko_Biblia

„(…) roztropny zważa na swoje kroki” (Przyp. 14:15)

Salomon powyższą sentencją chce nauczyć nas, że roztropny to ten, kto zanim coś zrobi, powie lub podejmie jakąś decyzję i działania, to najpierw to przemyśli. Tym samym, roztropny to ten, kto nie jest porywczy i nie działa impulsywnie. Historie ST są dla nas cennym zbiorem rozmyślań, pokazujących modelowe sytuacje życiowe. Powinnością Nowego Stworzenia jest się nad nimi zastanawiać i analizować, by w chwili podobnych doświadczeń i wyzwaniu polegającym na podjęciu trudnych decyzji, wiedzieć jak się zachować i postąpić.

Jedną z takich postaci jest siostra Mojżesza i Aarona, Miriam. Nie jest o niej napisane tak dużo, aby można było szeroko omawiać jej życie i nie jest główną bohaterką wielu kart Pisma Świętego.  Jednak epizody w których się pojawia mogą dla nas stanowić cenną lekcję z których możemy wyciągać wnioski. W modlitwie możemy jednocześnie prosić Ojca o Ducha Świętego, który przypomni nam jak się zachowywać, aby znaleźć upodobanie u Ojca: „Cokolwiek bowiem przedtem napisano, dla naszego pouczenia napisano, abyśmy przez cierpliwość i przez pociechę z Pism nadzieję mieli.” (Rzym 15:4)

Prześladowania

Miriam (wraz z rodzeństwem) była z pokolenia Lewiego: „Żona Amrama nazywała się Jochebed, córka Lewiego, która urodziła się Lewiemu w Egipcie. Urodziła ona Amramowi Aarona i Mojżesza oraz ich siostrę Miriam.” (4 Mojż. 26:59) Pismo święte nie jest jednoznaczne co do wieku Miriam i komentatorzy podają różne daty, ale umownie możemy przyjąć, że pierwsze wzmianki o Miriam w Biblii pojawiają się kiedy miała około 10 lat. Świat w którym żyło to dziecko był smutny, ciężki i pełen codziennego strachu. Często wracamy do tych wydarzeń w kontekście Pamiątki, kiedy przypominamy sobie niedolę Izraela w Egipcie. Robimy to jednak z punktu widzenia pewnych obrazów, natomiast z punktu widzenia Miriam, należy zauważyć, że otaczająca ją rzeczywistość z pewnością odbiła się piętnem na jej charakterze, tak w dzieciństwie jak i przyszłym życiu. „Egipcjanie zmuszali Izraelitów do ciężkich robót. I uprzykrzali im życie uciążliwą robotą w glinie i przy cegłach i różną pracą na polu. Wszystkie te prace wykonywali pod przymusem.” (2 Mojż. 1:13-14)

Dzisiaj takie zachowanie nazywamy prześladowaniem. I jak w obrazie tak i w poza obrazie Lud Boży doświadcza różnego rodzaju prześladowań, które są z dziś inne i bardziej wyrafinowane. W naszej cywilizacji obecnie nikt nie kamienuje i nie uśmierca, jednak można się liczyć z pewnymi konsekwencjami pobożnego życia. I nie da się tego uniknąć: „Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą.” (2 Tm. 3:12) Słowa apostoła Pawła są jednoznaczne. Jeśli ktoś chce żyć pobożnie to będzie prześladowany. To jest cena jaką trzeba ponieść i konsekwencja życia według Biblii. Inne podejście do tej sprawy jest czystą herezją. Chociaż częściej używa się słowa „kompromis”.

Jednak współcześnie nie wszyscy chrześcijanie mogą powiedzieć, że dostępują prześladowania. Wynika to z pewnego wyrachowania w postępowaniu, o którym już dawno powiedział Pan Jezus: „I kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien.” (Mt. 10:38) Co te słowa oznaczają w praktyce? Że można iść za Jezusem, można chodzić do swojego zgromadzenia (nawet regularnie), można czytać Biblię, i się modlić, i wiele czynności jako osoba wierząca praktykować, a jednak nie brać ze sobą w tej drodze swojego krzyża. Warto zwrócić uwagę, że mowa o krzyżu nie ma charakteru uniwersalnego, powszechnego bądź nawiązuje do krzyża Chrystusowego. Mowa jest o własnym (osobistym) krzyżu. Słowa Pana Jezusa należy traktować jako warunek konieczny, by móc czuć się pełnoprawnym uczniem Jezusa. Należy pamiętać, że dźwiganie swojego krzyża, nie polega na dźwiganiu bliżej nie określonych doświadczeń, ale dokładnie nazwanych przez Biblie przywar charakteru starego „ja”. Ap. Paweł tłumaczy, co naśladowca Chrystusa jest zobowiązany (a nie „powinien” lub „może”!) ukrzyżować: „Umartwiajcie tedy to, co w waszych członkach jest ziemskiego: wszeteczeństwo, nieczystość, namiętność, złą pożądliwość i chciwość, która jest bałwochwalstwem, Z powodu których przychodzi gniew Boży.” (Kol 3:5-6)

Powyższe przywary charakteru, powinny być w stałych ryzach Nowego Stworzenia i nie powinny mieć przystępu do naszego serca i rozumu. Niestety nie wszyscy tego chcą i to czynią. Pragmatyzm końca Wieku Ewangelii, który wkradł się do wielu chrześcijan, przedkłada powodzenie cielesne nad błogosławieństwo duchowe. Wiele tematów i zagadnień z Biblii jest przemilczanych: rozwody, powtórne małżeństwa, homoseksualizm, odejścia od Prawdy i inne, ciężkie, ale mimo to ciągle nauki wynikające z Pisma. Poruszanie tak skrajnych tematów i przedstawienie tych zagadnień w świetle wersetów dobrego Słowa Bożego, niejednokrotnie wiąże się z pewnego rodzaju nagonką, która jest wygłaszana w skrytości, a która ma realne skutki: zerwanie przyjaźni, separacje społeczną, krzywdzące plotki. Można tego unikać, wystarczy milczeć i uznać pewne zapisy Pisma Świętego za archaiczne.

Można też brać swój krzyż i tak jak ciemiężony Izrael przez Egipt, nie rozwiązywać problemu na sposób ludzki – np. organizując powstanie, ale wołać do Boga i cierpliwie czekać na odpowiedź: „(…) Napatrzyłem się na niedolę ludu mojego w Egipcie i słyszałem krzyk ich z powodu naganiaczy jego; znam cierpienia jego.” (2 Mojż. 3:7) Nie ma co się łudzić, że ta odpowiedź – jak w przypadku Izraela w Egipcie – szybko może nie nadejść, ale jako poświęcone Nowe Stworzenie, należy bezgranicznie zdać się na Boską mądrość i ufać Bogu tam, gdzie być może ludzki rozum nie potrafi pojąć: „Ażeby wypróbowana wiara wasza okazała się cenniejsza niż znikome złoto, w ogniu wypróbowane, ku chwale i czci, i sławie, gdy się objawi Jezus Chrystus.” (1 Pt. 1:7)

Troska o słabych

Pełen rozwój chrześcijańskiego charakteru może mieć miejsce tylko wtedy, kiedy dostarcza się naszemu „zadatkowi ducha” wszystko to, co potrzebne do rozwoju. Nie tylko modlitwa, nie tylko wiedza biblijna, ale także doświadczona wiara jest potrzebna, by Nowe Stworzenie mogło rozwijać się w pełni. To właśnie doświadczenie wiary (a nie sama w sobie wiara) ma przełożenie na kolejne elementy duchowego rozwoju, jak czytamy: „Wiedząc, że doświadczenie wiary waszej sprawia wytrwałość, Wytrwałość zaś niech prowadzi do dzieła doskonałego, abyście byli doskonali i nienaganni, nie mający żadnych braków.” (Jak. 1:3-4)

Bez wątpienia wiara narodu Izraela w Egipcie była doświadczona. Doświadczona wiara z jednej strony utwierdzała ich w obietnicy danej Abrahamowi, a z drugiej strony popychała do heroicznych – pełnych wiary – uczynków. Jako wzór mogą przyjść nam dwie kobiety, które mimo ciążącego ludzkiego zagrożenia, w pełni zawierzyły – wbrew strachowi – Bogu: „Wtedy król egipski rzekł do położnych hebrajskich, z których jedna nazywała się Szifra, a druga Pua, Mówiąc: Gdy będziecie przy porodach niewiast hebrajskich, uważajcie, co się rodzi: Jeżeli rodzi się chłopiec, zabijcie go, a jeżeli dziewczynka, niech zostanie przy życiu. Lecz położne bały się Boga i nie czyniły tak, jak im nakazał król egipski, ale pozostawiały chłopców przy życiu. A Bóg nagradzał te położne dobrym powodzeniem, lud zaś rozmnażał się i potężniał. A ponieważ położne bały się Boga, obdarzył je rodzinami.” (2 Mojż. 1:15-17; 20-21) Czy Szafirze i Puii było łatwo przeciwstawić się faraonowi? Absolutnie nie! Z pewnością były przerażone konsekwencjami, kiedy ich postępowanie ujrzy światło dzienne. Czy jednak te położne, miały większą wiarę niż strach? Bez wątpienia tak. Podobne priorytety rządziły w domu rodzinnym Mojżesza: „Przez wiarę był Mojżesz po narodzeniu ukrywany przez rodziców swoich w ciągu trzech miesięcy, ponieważ widzieli, iż dziecię było śliczne, i nie ulękli się rozkazu królewskiego.” (Hebr. 11:23) W tym samym duchu rosła Miriam, widząc że ówcześni „ludzie tego świata” postępują niegodziwie, a ci, których serca są przepełnione bojaźnią Pańską, postępują odpowiednio słusznie – zgodnie z wolą Wiekuistego.

W tamtym czasie, ci którzy byli dojrzali w wierze, musieli pocieszać słabych w wierze i ochronić najmniejszych. Zgromadzenie, które składa się z poszczególnych członków „klasy nóg”, będące silnym i stabilnym w wierze, nie może zapominać, że w jego szeregach są też i tacy, którzy są szczerze oddani Panu, ale ze względu na różne trudności jakie przeżywają są słabi. Ta słabość wiary może być krótka lub nawet bardzo długa w czasie. Tym bardziej każdy poświęcony, który jest „silny w wierze”, winien mieć na uwadze swoje obowiązki z tego wynikające: „A my, którzy jesteśmy mocni, winniśmy wziąć na siebie ułomności słabych, a nie mieć upodobania w sobie samych.” (Rzym. 15:1) Nie można lekceważyć słabości innych i zostawiać ich samym sobie. Oczywiście tak jest łatwiej – skupić się na sobie, ale polecenie apostolskie jest jasne: mamy być z braćmi z ich chwilach pokoju i przede wszystkim niepokoju.

Bardzo szeroko na temat słabości wiary członków Ludu Bożego rozpisał się ap. Paweł w Rzym. 14 rodz., który zaczyna tak: „A słabego w wierze przyjmujcie, nie wdając się w ocenę jego poglądów.” (Rzym. 14:1) Werset ten jest szeroko intepretowany, a czasem nawet nadinterpretowany, ponieważ wiele wypowiedzi skupia się na pierwszych słowach, zapominając o całości rozdziału, a nawet innych fragmentach. Prawdą jest, że apostoł Paweł przestrzega przed lekceważeniem słabości innych. Podstawowy fundament wynika z tego, że jedni są bardziej rozwinięci (np. w doktrynie i uczynkach), a inni mniej: „Lecz nie wszyscy mają właściwe poznanie; niektórzy bowiem, przyzwyczajeni dotąd do bałwochwalstwa, spożywają mięso jako składane w ofierze bałwanom i sumienie ich z natury słabe, kala się. Zapewne, pokarm nie zbliża nas do Boga, gdyż nic nie tracimy, jeśli nie jemy, i nic nie zyskujemy, jeśli jemy. Baczcie jednak, aby ta wolność wasza nie stała się zgorszeniem dla słabych.” (1 Kor. 8:7-9). Kiedy ap. Paweł mówi o tym, że „nie wszyscy mają właściwe poznanie” to ma na myśli członków zgromadzenia w Koryncie, którzy jeszcze nie uwolnili się od pewnych rytuałów w swoich sumieniach. Ap. Paweł przestrzega by nie lekceważyć tych postaw i zwraca uwagę, że duchowe rozwinięcie silnych w wierze, może przyczynić się do braku możliwości duchowego rozwinięcia się słabych w wierze: „I tak przyczyni się twoje poznanie do zguby człowieka słabego, brata, za którego Chrystus umarł.” (1 Kor. 8:11)

Czy zatem pragmatyczne milczenie i omijanie tematów kontrowersyjnych jest słusznym rozwiązaniem? Byłoby to nadużyciem. Paweł w swoich listach nie uczy wprowadzania tematów tabu, o których dla dobra ogółu nie powinno się rozmawiać między braćmi. Paweł pisząc słowa o słabych wierze, czy to do Rzymian czy do Koryntian, uczy właściwego podejścia: pełnego miłości, szacunku i bojaźni Pańskiej. Jednak podkreśla, że obowiązki – w razie potrzeby – napominania nie ustają, tylko mają mieć pełen miłości braterskiej charakter: „Szanujcie ich i miłujcie jak najgoręcej dla ich pracy. Zachowujcie pokój między sobą. Wzywamy was też, bracia, napominajcie niesfornych, pocieszajcie bojaźliwych, podtrzymujcie słabych, bądźcie wielkoduszni wobec wszystkich.” (1 Tes. 5:13-14) Paweł kierując rady zborownikom w Tesalonice zwraca uwagę, że tym którym napomnienia się należą, to należy to czynić, jednak bez względu na zachowanie innych, należy wobec wszystkich okazać wielkoduszność. Galatom radzi podobnie, aby czynić napomnienie bez względnie, ale nie można dać się porwać negatywnym uczuciom do współbrata, ale czynić to we właściwy sposób: „Bracia, jeśli człowiek zostanie przyłapany na jakimś upadku, wy, którzy macie Ducha, poprawiajcie takiego w duchu łagodności, bacząc każdy na siebie samego, abyś i ty nie był kuszony.” (Gal. 6:1) Wbrew powszechnych interpretacji, nauczanie apostolskie nie sprowadza się do kwestii czy słabych w wierze napominać czy też nie, ale do tego, by to robić, ale we właściwy sposób.

Nasza współodpowiedzialność za siebie nawzajem przed Bogiem naszym, nie może ujść naszej uwadze: „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie zakon Chrystusowy.” (Gal. 6:2) Czasami jednak można wyczytać pewien dualizm pojęć, kiedy to ap. Paweł z jednej strony wzywa do troski, a z drugiej strony otwarcie krytykuje, nawet z imienia, wręcz wzywa do wykluczenia (1 Kor. 5:2) Z pomocą przychodzi nam przykład opieki nad wdowami, do której nawołuje Paweł, ale z zastrzeżeniem: „Otaczaj szacunkiem wdowy, które rzeczywiście są wdowami.” (1 Tm 5:3). Tym samym – w kwestii słabych w wierze – należy rozróżnić tych, którzy rzeczywiście są słabi, a tych którzy są słabi, jakby na skutek własnych zaniedbań: Biorąc pod uwagę czas, powinniście być nauczycielami, tymczasem znowu potrzebujecie kogoś, kto by was nauczał pierwszych zasad nauki Bożej (…)” (Hebr. 5:12)

Umiejętność odpowiedniego rozsądzenia spraw i podejścia, leży bez wątpienia po stronie „silnych”. A aby być silnym, wspomniana wcześniej wypróbowana wiara, wydaje się być kluczowym składnikiem charakteru poświęconego człowieka. W ten sposób, nawet 10-letnia Miriam, zapewne pełna strachu, umiała go przezwyciężyć i w trosce za niemowlęciem iść brzegiem Nilu, by w pewnej chwili, z odwagą i sercem pełnym Ducha Świętego odezwać się do córki faraona: „(…) Czy mam pójść i zawołać ci kobietę, mamkę hebrajską, by ci karmiła to dziecko? I rzekła do niej córka faraona: Idź! Dziewczyna poszła i zawołała matkę dziecka.” (2 Mojż. 2:7-8) Miriam, mimo że bardzo mała, już wtedy miała w sobie poczucie troski o młodszego brata. Tym bardziej i „silni w wierze” powinni otaczać troską „słabych w wierze”.

Oddanie chwały Bogu

Po tych wydarzenia mija wiele lat. Mojżesz dorasta na dworze faraona, a następnie układa sobie życie w rodzinie Jetry. Izrael przez cały ten czas jest ciemiężony i gnębiony. Pismo Święte nie wspomina o żadnych ruchach wyzwoleńczych. Izraelici cierpią, znoszą prześladowania i regularnie wołają do Boga, by wreszcie Bóg odpowiedział na ich wołanie: „Po upływie długiego czasu umarł król egipski. Jednak Izraelici jęczeli z powodu ciężkiej pracy i narzekali, a ich wołanie o pomoc z powodu ciężkiej pracy dotarło do Boga. I usłyszał Bóg ich narzekanie. I wspomniał Bóg na swoje przymierze z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem. I wejrzał Bóg na Izraelitów: Bóg ujął się za nimi.” (2 Mojż. 2:23-25) Słowa te są dla nas, i pewnością, i pocieszeniem. Bóg swoich nigdy nie porzuca. Chociaż może się zdawać, że przychodzi nam długo czekać na odpowiedź na nasze modlitwy, to jednak i w tej ciszy, Pan Bóg ma swój cel, któremu powinniśmy się poddać.

Nawet kiedy doświadczamy łaski od Boga, to niejednokrotnie wyjście z doświadczeń, nie jest gładkie i często odbiega od naszych wyobrażeń. Wtedy przychodzi największe zwątpienie, bo ludzkie przywary każą pytać, czy faktycznie Bóg jest z nami? Podobnie myśleli Izraelici na pustyni: „A gdy faraon się zbliżył, synowie izraelscy podnieśli oczy swoje i ujrzeli, że Egipcjanie ciągną za nimi, i zlękli się bardzo. Wołali tedy synowie izraelscy do Pana” (2 Mojż. 14:10) Ale tylko wytrwała wiara mogła spokojnie przyglądać się wątpliwościom i niewzruszenie trwać w ufności Pańskiej: „Na to rzekł Mojżesz do ludu: Nie bójcie się, wytrwajcie, a zobaczycie pomoc Pana, której udzieli wam dzisiaj! Egipcjan, których dzisiaj oglądacie, nie będziecie już nigdy oglądali. Pan za was walczyć będzie, wy zaś milczcie!” (2 Mojż. 14:13-14)

Uratowanie Izraelitów nad Morzem Czerwonym śmiało można określić mianem cudu. Cudu, który wielu wątpiących przekonał i umocnił w wierze. „Wtedy zaśpiewał Mojżesz i synowie izraelscy następującą pieśń Panu: Zaśpiewam Panu, gdyż nader wspaniałym się okazał: Konia i jego jeźdźca wrzucił w morze!” (2 Mojż. 15:1) O Miriam nie mamy tutaj mowy, ale skoro wspomniano o Mojżeszu jako tym pocieszającym, to możemy przypuszczać, że i Miriam była pełna strachu i wątpliwości. Sytuacja nad Morzem Czerwonym, nie była jedyną w historii całej wędrówki Izraela przez Pustynię i wielokrotnie Bóg przejawiał się w swej mocy by ochronić swój lud, jednak był to moment kulminacyjny. Pokazał on wprost, że trwające kilkadziesiąt lat modlitwy zostały wysłuchane. To skłoniło nie tylko mężczyzn pod wodzą Mojżesza oddać chwałę Bogu, ale także i kobiety, pod wodzą Miriam: „Wtedy prorokini Miriam, siostra Aarona, wzięła w rękę swoją bęben, a wszystkie kobiety wyszły za nią z bębnami i w pląsach.” (2 Mojż. 15:20)

Prorokini Miriam, można powiedzieć, że była liderką, która zainicjowała oddanie chwały Bogu i złożenie dziękczynienia za dar wybawienia. Zauważmy cielesną manierę modlitw do Boga. Kiedy człowiek przeżywa trudności i doświadczenie, to intensywnie do Boga woła. Kiedy natomiast przychodzi wybawienie, to dziękczynienie już tak gorliwe nie jest. Dobrze, że jest dziękczynienie dla Boga i uznanie jego chwały, jednak uwagę należy zwrócić tutaj na akcenty. Izraelici posiadali manierę zapominania o chwale Bożej, która była między nimi i jak byli ciemiężeni to gorliwie wołali, a jak doświadczenie odchodziło, szybko o Bogu zapominali. O dziękczynieniu też. Wielokrotnie buntowali się na pustyni, ale także w objętej w posiadanie Ziemi Kananejskiej: „Ilekroć zaś Pan wzbudzał im sędziów, to Pan był z tym sędzią i wybawiał ich z rąk ich wrogów, póki żył ten sędzia, gdyż Pan litował się nad ich skargami na ich gnębicieli i ciemiężców. Lecz po śmierci sędziego odwracali się i postępowali jeszcze gorzej niż ich ojcowie, idąc za innymi bogami, aby im służyć i oddawać im pokłon; nie zaniechali żadnego ze swych czynów i upartych postępków.” (Sędz. 2:18-19)

Te zapominalstwo jest cechą ludzką. Łatwo człowiekowi pamiętać o swoich dłużnikach – trudno pamiętać, że samemu jest się zadłużonym. Tak jak w Izraelu był to problem, tak samo jest to problem współczesny, nawet Jezus spotkał się z brakiem wdzięczności: „Gdy [Jezus] wszedł do pewnej wioski, wyszło naprzeciw niego dziesięciu trędowatych mężów, którzy stanęli z daleka. I podnieśli swój głos, mówiąc: Jezusie, Mistrzu! Zmiłuj się nad nami. A gdy ich ujrzał, rzekł do nich: Idźcie, ukażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni.Jeden zaś z nich, widząc, że został uzdrowiony, wrócił, donośnym głosem chwaląc Boga. I padł na twarz do nóg jego, dziękując mu, a był to Samarytanin. A Jezus odezwał się i rzekł: Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? A gdzie jest dziewięciu?” (Łk. 17:12-17) Na dziesięciu chorych, tylko jeden Samarytanin pamiętał, by oddać należyte dziękczynienie sprawcy swego uzdrowienia. Pozostali, zdrowi albo zapomnieli pofatygować się i podziękować, albo uznali, że nie muszą. Na pewno, nie było to dla nich tak ważne, jak wyjście naprzeciw Jezusowi i poproszenie o pomoc.

Pismo Święte jasno wskazuje, że Jezus przychodząc do słabych i chorych oferuje im pomoc i wybawienie. Jednak chrześcijanin nie powinien tylko brać, ale powinien pamiętać by też dawać: „I wzywaj mnie w dniu niedoli, Wybawię cię, a ty mnie uwielbisz!” (Ps. 50:15) Jasny przekaz wskazuje na to, że Bóg oczekuje dziękczynienia i uwielbienia. Tylko że zwykłe dziękuje to – mówiąc delikatnie – troszkę za mało. Cześć jakiej oczekuje Bóg to nie tylko słowa uznania i chwalenia, ale składane dziękczynienie: „Kto ofiaruje dziękczynienie, czci mnie(…)” (Ps. 50:23). Apostoł Paweł dziękczynieniu, nadaje status ofiary składanej samemu Bogu: „Przez niego więc nieustannie składajmy Bogu ofiarę pochwalną, to jest owoc warg, które wyznają jego imię.” (Hebr. 11:15). Dlatego można spodziewać się, że Bogu nie spodoba się nasza postawa, jeśli nie okażemy gorliwości również w dziękczynieniu za łaski, dobra i błogosławieństwa jakich doznajemy na co dzień: „Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was.” (1 Tes. 5:18)

Uzdrowienie jakich doznawali chorzy z rąk Jezusa, było jakby następstwem ich wiary: „(…) Wstań, idź! Wiara twoja uzdrowiła cię.” (Łk. 17:19). Tym usilniej musimy pamiętać, by rozwijać swoją wiarę nie tylko w stronę próśb, ale także w stronę dziękczynnych modlitw, byśmy nie dopuszczali się zaniedbań, jakie możemy dostrzec w historii Izraela.

Zazdrość

Inną lekcją z historii prorokini Miriam jest moment, kiedy Mojżesz wprowadza do obozu swoją żonę Sypporę: „(…) Ja, Jetro, twój teść, przybyłem do ciebie z żoną twoją i z obu jej synami. Wtedy Mojżesz wyszedł na spotkanie swego teścia, pokłonił się i ucałował go i wypytywali jeden drugiego o powodzenie, po czym weszli do namiotu.” (2 Mojż. 18:6-7). Ta sytuacja była radością dla Mojżesza i Aarona, ale nie koniecznie dla samej Miriam. Miriam jako prorokini, liderka wśród kobiet, siostra Mojżesza i Aarona, bez większych wątpliwości była, znana, wpływowa i w pewnym stopniu znacząca w całym narodzie Izraelskim. Pojawienie się Syppory, czyli żony Mojżesza, mogło odłożyć siostrę Mojżesza na dalszy plan i mogła stracić na znaczeniu.

W takiej sytuacji stan serca nigdy nie jest komunikowany wprost i Miriam absolutnie nie dała po sobie poznać i dać do zrozumienia, że martwi się, iż straci na znaczeniu. Jej stan serca, był opakowany w inne sprawy, by pod pozorem troski i wiary, przemycić swoją cielesność. „Wtedy Miriam i Aaron zaczęli wypowiadać się przeciw Mojżeszowi z powodu żony, Kuszytki, którą pojął, gdyż pojął za żonę Kuszytkę. I mówili: Czy tylko przez Mojżesza przemawiał Pan? Czy także przez nas nie przemawia? A Pan to usłyszał.” (4 Mojż. 12:1-2) Miriam z Aaronem nagle zaczęli podważać znaczenie Mojżesza – a przecież widzieli wydarzenia znad Morza Czerwonego – i podważali współegzystowanie w narodzie Izraelskim Syppory z narodu Kusz, a przecież Izrael wychodzący z Egiptu, wyszedł także z innymi obcymi ludami, które między Izraelitami się osiedliły (2 Mojż. 12:38).

Zauważmy jaki powód był oskarżenia, a co było oskarżeniem. Powodem oskarżenia była żona Kuszytka. Przedmiotem oskarżenia był prym jaki wiódł Mojżesz w byciu bezpośrednim prorokiem Bożym. Salomon zauważył, że „Pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną.” (Przyp. 16:18) i tak też było z Miriam.

Zauważmy też sam fakt interwencji Pana Boga, który ukarał tylko Miriam. Daje to nam podstawy sądzić, że inicjatorką tego buntu w gronie rodziny była Miriam. Już raz Aaron przyłożył rękę do buntu Izraela pozwalając na ulanie cielca, a jego tłumaczenie jasno wskazuje, że chociaż był arcykapłanem, to jednak presja otoczenia była bardzo silna i jej uległ (2 Mojż. 31:21-25). Istnieje prawdopodobieństwo, że i Miriam uległ i poparł ją. W przypadku historii z cielcem jak i buntu Bóg nie ukarał Aarona, co możemy rozumieć jako słabość charakteru, nad którą Bóg się zmiłował, jednak Miriam, jako inicjatorka podważania decyzji Bożych względem Mojżesza, została ukarana.

Ap. Paweł przestrzega: „Nie bądźmy chciwi próżnej chwały, jedni drugich drażniąc, jedni drugim zazdroszcząc.” (Gal. 5:26) Chwała u ludzi z pozoru jest dobra. Na zewnątrz kojarzona jest z władzą i uznaniem czy autorytetem, jednak w rzeczywistości jest ciężarem i dużą odpowiedzialnością. Możemy sądzić, że Miriam nie zabiegała o współudział w odpowiedzialności za Izraela, ale właśnie o ujęcie jej w osobach znaczących i mających „coś” do powiedzenia na forum. Zwracanie uwagi tylko na uznanie, ma swój „faryzejski” fundament: „Lubią też pierwsze miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach, I pozdrowienia na rynkach, i tytułowanie ich przez ludzi: Rabbi.” (Mt. 23:6-7)

Zazdrość jest wypadkową naszego niezadowolenia panującego w sercu. Jeśli zazdrościmy, to znaczy, że nie cieszymy się z tego co mamy, chcemy więcej, a tym samym obecny dar Boży jaki mamy, odrzucamy. Zazdrość panująca w sercu jest jasnym dowodem naszej cielesności: „Jeszcze bowiem cieleśni jesteście. Bo skoro między wami jest zazdrość i kłótnia, to czyż cieleśni nie jesteście i czy na sposób ludzki nie postępujecie?” (1 Kor. 3:3) Posiadanie zazdrości w sercu i pozwalanie jej by była, jest nie tylko czymś złym, ale ma bezpośrednie przełożenie na nasz rozwój duchowy: „Jawne zaś są uczynki ciała, mianowicie: (…) zazdrość (…)” (Gal. 5:19-20) Jeżeli w naszym sercu jest miejsce na uczynki ciała, to nie łudźmy się, że w naszym sercu będzie miejsce na uczynki ducha.

Władza i przywileje od zawsze były zmorą chrześcijan i wielu bezpowrotnie upadło na tym doświadczeniu. Uznanie u ludzi jest niejednokrotnie celem dla wielu chrześcijan i dotknęło nawet naśladowców Jezusa: „I przybyli do Kafarnaum. A będąc w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? A oni milczeli, bo rozmawiali między sobą w drodze o tym, kto z nich jest największy. I usiadłszy, przywołał dwunastu i rzekł im: Jeśli ktoś chce być pierwszy, niechaj stanie się ze wszystkich ostatnim i sługą wszystkich.” (Mark. 9:33-35) Pan Jezus jasno wskazał priorytety. Dla ludzi tego świata kluczowym jest bycie numerem jeden. Dla naśladowców Jezusa, najważniejszym jest to, by usługiwać wszystkim i nie żądać udziału w ludzkiej chwale. Niestety realia są współcześnie inne. I chociaż jest to problem dość powszechny, nie możemy mu folgować lub lekceważyć jego znaczenia w naszym życiu – o ile jesteśmy na to podani i czujemy się niedoceniani przez innych.

Napomnienie

Z chwilą, gdy Bóg zainterweniował i jasno wyraził swój sprzeciw postawie Aarona i Miriam, zauważamy, że Miriam w jednej chwili okrywa się trądem, a Aaron i Mojżesz wstawili się za nią. Pan Bóg nie odtrącił jej, ani nie przekreślił jednoznacznie, jednak na swój sposób upokorzył: „I rzekł Pan do Mojżesza: Gdyby jej ojciec plunął jej w twarz, czyż nie musiałaby się wstydzić przez siedem dni? Niech będzie przez siedem dni wyłączona z obozu, a potem niech wróci.” (4 Mojż. 12:14) Jak powiedzieliśmy sobie wcześniej Miriam, jako inspiratorka buntu poniosła konsekwencje zazdrości jakiej dała urosnąć w swym sercu. W większości skupiamy się na tym, że została dotknięta trądem, lecz to był tylko jeden element kary. Drugim elementem było to, że znalazła się na 7 dni poza obozem, a cały lud musiał na nią czekać: „I była Miriam wyłączona z obozu przez siedem dni, a lud nie ruszył w pochód, aż powróciła Miriam.” (4 Mojż. 12:15)

Przez te 7 dni, Miriam nie miała społeczności z ludem Bożym, a cały lud musiał zatrzymać się w realizacji planu Bożego objęcia Ziemi Obiecanej. To pokazuje nam, co się z nami dzieje, kiedy grzech dopuszczamy do głosu. Nie ma wątpliwości, że folgując sobie z grzechem, należy spodziewać się duchowych konsekwencji: „(…) Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje.” (1 Pt. 5:5). To właśnie pokorni są tymi, którzy mogą liczyć na indywidualną społeczność z Wiekuistym: „(…) Króluję na wysokim i świętym miejscu, lecz jestem też z tym, który jest skruszony i pokorny duchem, aby ożywić ducha pokornych i pokrzepić serca skruszonych.” (Iz. 57:15)

O napominaniu powiedziano już bardzo wiele, i wiele czasu poświęcono temu, aby napominać i robić to dobrze. Jednak napominanie jest dużo łatwiejsze niż przyjmowanie napomnień. I chociaż chrześcijanie znający Słowo Boże akcentują ważność napomnień w społeczności, to jednak, kiedy przychodzi im być napomnianym, zazwyczaj mają swój punkt widzenia, mają swoje „ale”. Tym samym przychodzi na nich doświadczenie, które wymaga wielkiej pokory, by nie odpowiedzieć od razu, nie wypowiedzieć nie potrzebnych słów, ale właśnie w pokorze przemyśleć na spokojnie sprawę, bez emocji. I może wrócić do niej, dla przykładu za tydzień, gdzie można wykazywać swoje racje, ale po przemyśleniu.

Miriam po za obozem miała tydzień, nie po to by się wstydzić i by ją wyśmiewano, ale po to by przemyśleć swoją postawę. To był czas, który mogła wykorzystać na zamianę swego serca.

Warto zwrócić uwagę na postawę ap. Pawła, który często napominał, ale miał ku temu jasny cel, bynajmniej zawstydzenie: „Piszę to, nie aby was zawstydzić, lecz aby was napomnieć, jako moje dzieci umiłowane.” (1 Kor. 4:14) Jeśli będziemy napominać z inną intencją, załatwiając swoje międzyludzkie porachunki, nie liczmy na łaskawość Pańską. Jeśli słuchając napomnień, od razu oskarżamy o złe intencje, nie liczmy, że Bóg nam pobłogosławi, abyśmy z napomnienia – choć może dla nas osobiście przykrego – wynieśli pożyteczną lekcję.  Tym samym, trąd jaki dotknął Miriam, był pewnego rodzaju przejawem Bożej łaskawości, choć cieleśni ludzie tego z pewnością nie dostrzegą: „I zapomnieliście o napomnieniu, które się zwraca do was jak do synów: Synu mój, nie lekceważ karania Pańskiego ani nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza; Bo kogo Pan miłuje, tego karze, i chłoszcze każdego syna, którego przyjmuje.” (Hebr. 12:5-6)

I o ile samo karanie jest nieprzyjemne to ograniczenie społeczności Pańskiej, które może z tego tytułu grozić, jest dotkliwe. I nie jest to Boży kaprys, aby kogokolwiek od siebie odrzucać. Jest to konsekwencja, ponieważ Pan Bóg nie może mieć społeczności z nieczystym

Podsumowując

Historia Miriam jest bardzo skromna na kartach Pisma Świętego. Autorzy nie analizują jej życia tak jak innych bohaterów wiary. W jej życiu z pewnością możemy dopatrzeć się wielu wzorów do naśladowania, ale i wiele przestróg przed pewnymi występkami. Jednak Biblia stawia ją za wzór wskazując na jej rolę w realizacji Bożej obietnicy: „Wszak wyprowadziłem cię z ziemi egipskiej i z domu niewoli wykupiłem cię, posłałem przed tobą Mojżesza, także Aarona i Miriam.” (Mich. 6:4) Mając tak wielkie bogactwo napomnień i zachęt Słowa Bożego, jako ci „roztropni” rozważamy nasze kroki na podstawie m.in. i Miriam, i wyciągajmy słuszne wnioski, abyśmy błędów nie popełniali, a dobre uczynki tylko pomnażali.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *